Jak spędzić jeden dzień w Nowym Jorku

chris-barbalis-333606

W Nowym Jorku mieliśmy być z Piotrkiem tydzień. Zła karma, pech, przeznaczenie, czy co tam jeszcze istnieje, chciały żebym zgubiła (lubię myśleć, że mi ukradziono) paszport ze świeżą wizą amerykańską w środku. Zamiast wsiąść do samolotu w kierunku JFK, musieliśmy przenieść się z lotniczego nieba jakim jest Heathrow do piekła jakim jest Luton i fioletowym Wizzairem wrócić do Warszawy. Domyślacie się co czuliśmy, gdy o tej samej godzinie o której mieliśmy lądować w Nowym Jorku, wylądowaliśmy na lotnisku Chopina w Warszawie…

W telegraficznym skrócie napiszę tylko, że w trzy dni udało nam się odebrać nowy paszport z wizą, a linie British Airways zostały moimi ulubionymi liniami. Przełożyli nam lot na za tydzień i wtedy też, tym razem szczęśliwie, zjawiliśmy się na Manhattanie. Z całego tygodnia został nam tylko jeden dzień aby poczuć atmosferę wyspy. Myślę, że osiągnęliśmy nasz cel i co prawda z poparzonymi stopami, ale po 24 godzinach poczuliśmy Nowy Jork.

Jeśli tak jak my, spędzicie w Nowym Jorku tylko chwilę to ten wpis jest zdecydowanie dla Was!

8.00 rano.

Polecam aplikację Hotel Tonight. Nie raz uratowała nam życie i portfel. Pomysł polega na tym, że danego dnia możecie zarezerwować hotel na wieczór w zdecydowanie niższej cenie. W ten sposób trafiliśmy to hotelu Yotel z pięknym widokiem na górny Manhattan. Hotel jest położony w okolicach Time Square co znacznie ułatwia intensywne zwiedzanie, ponieważ jesteście od razu w samym centrum tej miejskiej dżungli. Dzięki jetlagowi, już o 8.00 rano wyszliśmy na śniadanie. Naszym pierwszym przystankiem był Barney Greengrass. Jest to restauracja, deli i sklep w jednym, założony w 1908 roku. Wchodząc tam, przenosicie się do XX wieku. Nadal wierzę, że wystrój i obsługa są tam nieprzerwanie od tamtych czasów. Na śniadanie zdecydowanie polecam jajecznicę z jesiotrem i dolewaną kawą. Wiem, nie brzmi smacznie, ale uwierzcie mi, że nawet Piotrek, który nie lubi ryb, rozpływał się nad tą jajecznicą. Zdecydowanie obowiązkowy punkt na kulinarnej mapie Nowego Jorku.

9.00 rano.

Z Barney Greengrassa, spacerem doszliśmy do wejścia Cetral Parku przy Muzeum Historii Naturalnej. Muzeum samo w sobie jest pięknym, monumentalnym budynkiem. Warto rzucić okiem. Central Park, jest zupełnie niezwykły. Zapewnia wytchnienie od głośnych karetek i wozów strażackich. Nagle znaleźliśmy się w dzikiej części, która stanowi rezerwat dla różnych gatunków ptaków i roślin. Mieliśmy również szczęście być pierwszymi na wielkim, trawiastym polu, na którym nowojorczycy wypoczywają, a turyści robią miliony zdjęć panoramie miasta. Warto na chwilę usiąść i rozejrzeć się dookoła na otaczającą Was miejską dżunglę.

11.00 rano.

Z parku ruszyliśmy w stronę Piątej Alei. Przyczepy z hot-dogami, preclami, bajglami, wyjące karetki, drapacze chmur, pędzący ludzie obwieszeni torbami, Azjaci z selfie-stickami, wieża Trumpa otoczona żołnierzami. Istne szaleństwo, ale tak stereotypowo wyobrażałam sobie Nowy Jork i znów się nie zawiodłam. Po trzydziestu minutach dotarliśmy do naszego następnego celu – Rockefeller Center, a właściwie Top of the Rock, z którego rozpościera się piękny widok na Manhattan. Budynek jest także siedzibą telewizji NBC i tym samym studia w którym nagrywany jest The Tonight Show Starring Jimmy Fallon. Nie ukrywam, że bardziej od wjazdu na samym szczyt marzyło mi się spotkanie Jimmiego Fallona. Niestety musiałam się zadowolić tylko pięknym widokiem.

12.30 po południu.

Z Rockefeller Center przeszliśmy się do blisko położonego Times Square. Tego placu nie muszę przedstawiać. Wygląda tak jak na filmach i w programie sylwestrowym. Spodobał mi się drewniany amfiteatr postawiony w samym centrum placu, który pozwala ludziom na chwilę wytchnienia. Można tam usiąść i zjeść lunch.

13.00 po południu.

Piotrek zabrał mnie do Bryant Parku, który mieści się na tyłach Nowojorskiej Biblioteki Publicznej. Jest to jedno z moich ulubionych miejsc w Nowym Jorku. Piękny skwer, pełen ludzi, którzy czytają książki, słuchają muzyki albo jedzą lunch ze znajomymi. Wypiliśmy wielkiego, arbuzowego smoothiesa i poszliśmy w stronę Broadwayu.

13.30 po południu.

Jest to jedna z niewielu ulic w Nowym Jorku położna pod skosem, a nie jak większość prostopadle. Sama ulica mnie nie zachwyciła, ale Flat Iron położony przy niej już zdecydowanie tak. Przez długi czas budynek był najwyższym piętrowcem na Manhattanie. Wygląda jak trójkątny kawałek sera i najlepsze wrażenie sprawia, gdy widać tylko jedną ścianę. Z tej perspektywy miałam wrażenie, że silniejszy podmuch wiatru go przewróci.

14.30 po południu.

Pora na lunch. Zjedliśmy go w meksykańskiej sieciówce Tacombi przy Flat Iron. Polecam tam tacosy i pyszne piwo.

15.30 po południu

Po jedzeniu, zdecydowaliśmy się zobaczyć Manhattan z perspektywy rzeki. Wybraliśmy wodną taksówkę, która zabiera mieszkańców na Brooklyn. To był strzał w dziesiątkę! Zapłaciliśmy niecałe trzy dolary, a wrażenia były tak samo dobre jak na turystycznym statku za którego trzeba zapłacić przynajmniej trzydzieści dolarów. Port nazywa się East 34th Street i mieści się przy Tisch Hospital. Jest to największy szpital jaki widziałam w życiu! Ma z pięć wieżowców i następne jeszcze się budują.

16.30 po południu.

Przypłyneliśmy do Brooklynu przy Brooklyn Bridge. W tamtych okolicach polecam Grimaldi’s Pizza. Wielkie pizze w bardzo przytulnej restauracji. Spacer po moście nie należał do najprzyjemniejszych. Było bardzo dużo ludzi i rowerzystów. Ciężko było nacieszyć się widokami, ponieważ musieliśmy walczyć o przetrwanie robiąc slalom pomiędzy rozpędzonymi rowerami i długimi selfie-kijami turystów.

17.15 po południu.

Dotarliśmy do Manhattanu. Chcieliśmy trochę odpocząć, więc Piotrek znalazł mały skwer ukryty pomiędzy bankami i innymi budynkami dzielnicy finansowej. Elevated Acre jest świetnym miejscem. Znajduje się nad samą rzeką. Można się tam położyć na trawie, albo podziwiać Brooklyn na jednej z ławeczek.

18.00 po południu.

Nie mogliśmy odmówić sobie zobaczenia samej giełdy na Wall Street i słynnego Byka. Bardzo spodobała mi się rzeźba małej dziewczynki, która została niedawno postawiona naprzeciwko rozjuszonego zwierzaka. Dziewczynka jest dla mnie zdecydowanie feministycznym symbolem odwagi i zadziorności.

18.45 wieczorem.

Przyszedł czas na muzeum poświęcone atakom 11/9 i ich ofiarom. Dwie wielkie wyrwy z których wypływa wodospad robi niesamowite wrażenie. To miejsce jest pełne zadumy, melancholii, a wodospad przypomina mi potok łez. Bardzo spodobał nam się fakt, że na miejscu bliźniaczych wież nie powstały żadne inne budynki tylko pomnik. Wzruszające miejsce. Na wodospady spogląda z góry wieża 1 World Trade Center. Jest to chyba najwyższy drapacz chmur jaki widziałam w życiu. Architekt tak zaprojektował budynek, że gdy stałam przy nim to nie widziałam jego końca. Można tam wjechać na taras widokowy, ale my niestety nie mieliśmy czasu.

20.00 wieczorem.

Lyftem (konkurencją dla Ubera) dojechaliśmy do początku High Line. Tutaj tylko wspomnę, że w Stanach świetnie funkcjonuje carpooling. W aplikacji Ubera lub Lyfta, można wybrać opcję przejazdu łączonego z innymi osobami, która jest tańsza i bardziej ekologiczna. Jedyną różnicą jest to, że kierowa może was podwieźć do skrzyżowania położonego najbliżej waszego celu, a nie pod same drzwi. Gdy weszliśmy na High Line było już ciemno. Są to stare tory kolejowe przerobione na deptak obrośnięty bylinami, krzaczorami i chwastami. Niesamowity spacer! Przechodziliśmy pomiędzy biurowcami i budynkami mieszkalnymi spoglądając w dół na oddaloną ulicę. Były momenty, kiedy staliśmy 3 metry od okna mieszkania w którym jakiś nowojorczyk czytał gazetę na kanapie. High Line skrywa mnóstwo ławek i pobocznych dróżek. Zdecydowanie jedno z moich ulubionych miejsc! Nasz spacer trwał około godziny.

22.00 wieczorem.

Dotarliśmy wykończeni do naszego hotelu. Znów dzięki Lyftowi i carpooling. Usiedliśmy na chwilę w hotelowej restauracji, żeby powspominać nasz dzień. Nowy Jork zdecydowanie urwał nam głowy. Zapach, atmosfera, pęd, zabawa, luz, pracowitość, brud i porządek. Wszystko nas zachwyciło, a momentami przytłoczyło.

Do zobaczenia Nowy Jorku w przyszłym roku! Mam nadzieję, że się zobaczymy!

Dodaj komentarz