Czy warto rzucać się na głęboką wodę? Rozmowa z Paulą Bruszewską z Social Wolves

15053425_10208634892488018_416058037_o

Paula jest dla mnie uosobieniem kobiety XXI wieku, jeśli w ogóle ktoś taki istnieje. Albo lepiej! Człowieka orkiestry! Leonardo mógłby się od niej uczyć! Zawsze nieprawdopodobnie zorganizowana, uśmiechnięta i bardzo rzeczowa. W jednym ręku trzyma swoją uroczą córkę, rozmawia ze mną i robi pięć tysięcy rzeczy na raz w domu. Trudno mi nadążyć w roli obserwatora, a co dopiero wyobrazić siebie na jej miejscu.

Jeśli uważacie, że stworzenie własnej organizacji pozarządowej jest niemożliwe, to koniecznie przeczytajcie naszą rozmowę. Zobaczycie, że strach ma wielkie oczy i po prostu trzeba… próbować do skutku. Jak nie drzwiami, to oknem!

Kiedy zorientowałaś się co chciałabyś robić w swoim profesjonalnym życiu i jak to było?

Próbowałam różnych rzeczy, ale zawsze byłam zaangażowana społecznie. Jeszcze w liceum brałam udział w ekipie św. Mikołajach czy innych społecznych przedsięwzięciach takich jak na przykład WOŚP. Idąc na studia kompletnie nie myślałam, że to będzie moja ścieżka kariery. Wtedy raczej marzyłam o karierze w międzynarodowych organizacjach, przede wszystkim w ONZ-cie. Miałam poczucie, że tam ma się ogromny wpływ na świat; szczególnie ten rozwijający się i bardziej potrzebujący. Trochę po to pojechałam na studia magisterskie do Szwajcarii. Zaczęłam studia w lutym, a już w marcu zameldowałam się w ONZ-cie, żeby się rozeznać czy potrzebują kogoś do pracy. Okazało się, że tam są głównie stanowiska na których pisze się wyłącznie eseje, rozprawki i robi research-e. Potem jak przychodziło do bardziej decyzyjnych pozycji, już trzy szczeble wyżej, to okazywało się, że bardzo dużo zależy od twojej narodowości. Jeśli dwóch Polaków jest na wyższym stanowisku to ty, z racji tego że jesteś Polakiem, kompletnie nie masz szans. Wyczerpany jest limit i choćbyś był niesamowity, to po prostu nie awansujesz. Zorientowałam się, że to kompletnie nie dla mnie i nawet nie spróbowałam zaaplikować. Ponadto praktyki w ONZ były bezpłatne, a musiałam się utrzymać pół roku w Genewie albo Nowym Jorku. Po tym doświadczeniu zdecydowałam się zostać w Szwajcarii i kontynuować pracę, którą zaczęłam jeszcze w Warszawie w Procter&Gamble. Pomyślałam, że pobędę trochę w korpo i równolegle będę zmieniać świat w jakiejś organizacji pozarządowej. W Procterze bardzo dobrze mi się pracowało, ale po godzinach cały czas robiłam własne projekty społeczne, których działalność rozwijałam tylko w Warszawie. W pewnym momencie okazało się, że nasz projekt społeczny ma dużo większy potencjał niż przypuszczaliśmy na początku. Zauważyliśmy, że wymyśliliśmy coś naprawdę ciekawego i można to zrobić w całej Polsce, ale do tego trzeba być zaangażowanym na etat. To był moment przełomowy kiedy zdecydowałam się wrócić do Warszawy i zaangażować w Zwolnionych z Teorii – projekt, który robię do dziś.

Co zmotywowało ciebie, żeby zostawić pracę na etat? Wiele osób nie ryzykuje pomimo tego, że ma poczucie, że wymyślili coś fajnego. Boją się stracić poczucie bezpieczeństwa. Co musiało się wydarzyć, że zdecydowałaś się zaryzykować?

Byłam świadoma, że Genewa to jedno z najlepszych miast do życia na świecie i z resztą było tam wspaniale. Wszystko świetnie działało. Procter&Gamble – jeden z najlepszych pracodawców, świetna pensja, bardzo dbają o pracowników, dużo wyzwań międzynarodowych, wspaniale! A z drugiej strony kompletna niewiadoma, trzeba wrócić do Polski i postawić wszystko na jedną kartę. Jednak szczerze mówiąc w ogóle nie miałam wątpliwości! Brzmi to jak poważna decyzja, ale gdzieś w sercu od razu wiedziałam, że to zrobię. Fakt, że na początku nie rzuciłam pracy w korporacji tylko działałam po godzinach pomógł mi podjąć tę decyzję. Nie szłam na kompletną niewiadomą, miałam sprawdzony model funkcjonowania organizacji i dopiero wtedy podjęłam ryzyko. Uważam, że zmieniać całe życie nie mając wypróbowanego pomysłu to kosmiczne ryzyko.

Bardzo mi się podoba takie podejście, że nie idziesz na głęboką wodę tak jak radzą w większości poradników, tylko pracujesz, sprawdzasz, widzisz, że to działa i idziesz dalej. Nadal podejmujesz ryzyko, ale to nie jest szał.

Tak. Ja totalnie to popieram. Obserwowałam ludzi, którzy stawiali wszystko wyłącznie na pomyśle i to się bardzo różnie kończyło. Cały świat startup-owy, Dolina Krzemowa, wszyscy teraz lansują podejście MVP, czyli najpierw stwórz Minimum Viable Product w który nie musisz dużo inwestować. Niech to będzie naprawdę absolutne minimum, które oddaje twój pomysł. Od razu idź do twojej grupy docelowej i zobacz, co się będzie działo. Naszym minimum było to, co robiliśmy w Warszawie na małą skalę. To dało mi pewność, że nie wiadomo co będzie, ale na pewno jest duży potencjał!

Przyjechaliście tutaj do Warszawy i co dalej? Możesz po krótce opowiedzieć,  jak  to się zaczęło?

My mamy specyficzny biznes – startup społeczny. Przede wszystkim liczy się misja, a dopiero na drugim miejscu model biznesowy, który umożliwia realizację tej misji. Naszą misją jest popularyzowanie projektów społecznych oraz uczenie kompetencji miękkich. Wspieramy praktykę, a nie podręcznikową teorię. W naszym przypadku zaczęliśmy od sponsorów. Na początku to była czysto CSR-owa relacja (społeczna odpowiedzialność biznesu), ale z czasem zmieniło się w bardziej biznesową. Pozyskanie sponsorów na start było niezwykle trudne. Oni widzieli trzy młode osoby, dwudziestolatków, które miały wielki pomysł i próbowały ich przekonać, że w jeden rok powiększą swoją kampanię o trzy tysiące użytkowników. Nikt nam nie chciał uwierzyć i nikt nas nie chciał wesprzeć. Nasz pierwszy sponsor dopiero za czwartym razem zgodził się nam pomóc. Próbowaliśmy wejść drzwiami, oknami, dachem, aż w końcu się udało! Wiedzieliśmy, że oni odmawiają nie dla tego, że nasz pomysł im nie pasuje, tylko dlatego, że jesteśmy młodzi i w ich oczach nie mieliśmy wiarygodności. Zrobiliśmy wszystko, żeby zyskać tę wiarygodność i w końcu przełamaliśmy lód.

A co wam dawało taki napęd, żeby dalej walczyć o swoją organizację i próbować te cztery razy?

Po prostu totalnie wierzyliśmy, że to co mamy, ma potencjał. Jak ktoś mówił nie, to my po prostu uważaliśmy, że nie poznał jeszcze naszego potencjału. Byliśmy chyba przesadnymi optymistami (śmiech)!

Zadziałało!

Musisz bardzo wierzyć w swój produkt, bo na początku dużo nie będzie się udawało. Podobno są przykłady wielkich, natychmiastowych sukcesów, ale ja w to osobiście nie wierzę. Na początku zawsze jest ciężko. Sami musieliśmy mieć wewnętrzne przekonanie, że to jest to, choćby nie wiadomo co ludzie mówili, jak bardzo nasz pomysł jest szalony. Mieliśmy ten plus, że była nas trójka i nakręcaliśmy się między sobą. Nie wiem czy jakbym była sama, czy miałabym aż tyle siły, żeby ten czwarty raz próbować.

Biorąc pod uwagę to w jakim świecie żyjemy, gdzie oczekuje się szybkich i spektakularnych sukcesów to jest to bardzo cenne co mówisz, że na początku mieliście szereg małych porażek. Wiele osób po pierwszej potyczce poddaje się, a wy pokazujecie, że trzeba próbować dalej.

To jest niesamowita przygoda, gdy masz wyzwanie, coś się nie udaje i musisz pokonać samego siebie, żeby to naprawić. To jest coś, co my będziemy wspominać przez całe życie. Nie ma się co też tak bać, bo potem nawet jak ci nie wyjdzie, to z czasem będziesz się z tego śmiać albo wspominać jako ważny krok, który bardzo dużo tobie dał.

Ilu macie teraz uczestników?

Do tej pory 22 tys. osób wzięło udział w Zwolnionych z Teorii, ale warto dodać, że realizacja z nami projektu społecznego jest dość złożona. To nie działa jak Uber czy jakaś szybka aplikacja, gdzie natychmiast przychodzą korzyści. My mamy usługę edukacyjną, trochę jak uniwersytet, który trwa przez kilka miesięcy, a korzyści przychodzą z opóźnieniem. Dlatego 22 tys. to jest dla nas bardzo dużo.

Łatwiej było przeskoczyć z 30 do kilku tysięcy, czy z kilku tysięcy do 22 tys.?

Zdecydowanie z 30 do kilku tysięcy. Wprowadziliśmy platformę internetową, która szybko zaowocowała skalowalnością. Teraz trudniej nam pozyskać nowych uczestników chociaż z drugiej strony z każdym rokiem ich przybywa. Nie robimy tego dla zysku tylko właśnie dla ludzi. Oni sami widzą ogromną wartość w naszym projekcie, więc chcą się przyłączyć.

Na czym polega wasz projekt? Jest tam miejsce dla moich odbiorców, ludzi około 30-stki ?

Chodzi przede wszystkim o zorganizowanie prawdziwego projektu, który ma społeczny cel. Wymyślenie rozwiązania na jakiś istniejący problem społeczny i wprowadzenie go w życie, czyli np. warsztaty z obsługi komputerów dla seniorów, kampania przeciwko wandalizmowi w mieście, seria wykładów na jakiś ciekawy temat czy festiwal teatralny. Zależy nam, żeby nasi uczestnicy przy okazji tych projektów nauczyli się miękkich kompetencji przyszłości. Nasz system edukacji nie przewiduje pracy w zespole, praktyki w byciu przywódcą czy nauki technik komunikacji aby osiągnąć jeden cel. Żeby nauczyć się tych kompetencji nie wystarczy przeczytać książki tylko potrzebna jest praktyka. Aby być świetnym negocjatorem to musisz kilka takich negocjacji przeprowadzić po to, że jak przyjdzie ten decydujący moment, to usiądziesz z kimś do stołu i będziesz wiedziała jak się zachować. Do tej pory z naszej platformy korzystali głównie studenci i licealiści. Zauważyliśmy jednak, że to tak naprawdę każdemu z nas daje dużo – mi osobiście też –  więc w tym roku otworzyliśmy się na wszystkie grupy wiekowe.

Wspaniale! Czy uczestnicy po zakończeniu projektu dostają certyfikat na potwierdzenie swoich umiejętności?

Tak. I to jest też poduszka bezpieczeństwa, że nawet jak nie zdecydujesz się potem na własną firmę to dostajesz certyfikat z zarzadzania projektami. Jest sygnowany przez Project Management Institute R.E.P.. Drugi certyfikat można sobie wybrać. Może być z marketingu z Coca-Colą, umiejętności cyfrowych z Google’m albo „How to start a startup?” z akceleratorem z Doliny Krzemowej – Y Combinator.

Co byś poradziła osobie, która chciałaby założyć swój startup  albo organizacje?

Doradziłabym udział w naszym projekcie! Totalnie polecam udział w Zwolnionych z Teorii! Dużo firm komercyjnych wyrosło z projektów społecznych. Uważam, że jeśli młodzi profesjonaliści z tego skorzystają, to będzie jeszcze więcej firm, które odpowiadają na realne potrzeby swoich odbiorców.

A jak byśmy sobie wyobraziły osobę, która ma załóżmy 28 lub 30 lat i nie wie co zrobić ze swoją karierą, to co byś poradziła takiej osobie?

Poradziłabym, żeby spróbować, ale koniecznie po godzinach pracy. Uważam, że projekt społeczny jest do tego idealny, bo podejmujesz tylko takie ryzyko, że poświęcisz czas. Nawet jeśli zmiana społeczna którą zrobisz, nie będzie duża, to zawsze komuś pomożesz, co daje dużo satysfakcji. Oprócz tego dowiesz się czy naprawdę chcesz robić to o czym wcześniej marzyłeś. Jeszcze tylko dodam, że projekt społeczny jest bardzo dobrym sprawdzianem przed studiami za granicą czy MBA-em. To jest doświadczenie poza karierą, która może stać się twoim wyróżnikiem. Pokazujesz, że jeszcze robiłaś coś poza swoimi zawodowymi obowiązkami z własnej inicjatywny – świetna przewaga.

Super pomysł! Już powoli kończąc chciałam cię zapytać o najlepsze momenty w trakcie pracy nad waszym projektem społecznym.

Najlepszy moment to na pewno każdy raz kiedy spotykam się z ludźmi, którzy ukończyli swoje projekty społeczne w Zwolnionych z Teorii. Oni nie przebierają w słowach i czasem potrafią powiedzieć niesamowicie mocne stwierdzenia, że udział w Zwolnionych z Teorii zmienił ich życie i nauczyli się więcej niż przez całe liceum czy studia. To jest moment największej satysfakcji, kiedy widzę, że moje działania wpłynęły pozytywnie na czyjeś życie.

A najtrudniejsze momenty?

Myślę, że najtrudniejszym momentem było pozyskiwanie sponsorów na samym początku. Teraz na szczęście nie mamy z tym problemów. Ludzie widzą wartość, którą wnosimy dla społeczeństwa i doceniają naszą wiarygodność. Pokazaliśmy kilka razy, że dostarczamy rezultaty, które obiecujemy na początku. Jednak przekonanie ich o tym na początku było strasznie trudne!

Bardzo dziękuję Tobie za rozmowę.

Dziękuje bardzo.

I życzę powodzenia!

Dzięki! Ja tobie też z twoim blogiem! A czytelników zapraszam do udziału w Zwolnionych z Teorii!:)

Jeszcze na koniec serdecznie Wam polecam moje dwie poprzednie rozmowy:

Dodaj komentarz