Kto jest moją #girlboss?

girlboss

Przez ostatni tydzień zastanawiałam się która kobieta jest teraz dla mnie girlboss. Tyle mówiłam o samym pojęciu w poprzednim wideo, że girlboss stała się dla mnie odległą, idealną dziewczyną, która ma w sobie coś z ośmiornicy. Na raz wykonuje pięćdziesiąt czynności, a do tego jest ładna, pachnąca i bogata. Taka wizja przestała mi się podobać, gdy zorientowałam się, że ośmiornice mnie nie inspirują i nie będą moim autorytetem. Myśląc o girlboss chciałam mieć przed sobą obraz kobiety z krwi i kości. Całe te rozmyślania po raz kolejny doprowadziły mnie do konkluzji, że pojęcie autorytetu powoli zanika. Chciałabym być tą rezolutną dziewczyną, która zdecydowanie ma swój autorytet (bo tak wypada i to jest niegłupie), ale coraz trudniej znaleźć mi osobę, która imponuje mi zarówno swoim życiem zawodowym jak i personalnym, a o to chyba chodzi w całym tym autorytecie.

Pojęcie girlboss trochę podniosło mnie na duchu, ponieważ jest ono dla mnie współczesną (co prawda mocno sfeminizowaną) formą autorytetu. Też chcę być kreatywna, pracowita, świadoma swoich marzeń i własnych możliwości. Głęboko wierzę w to, że aby być dla kogoś girlboss sama muszę znaleźć i wiele nauczyć się od innych kobiet (i mężczyzn!). Dobrze, a więc, kto jest dla mnie współczesną girlboss?

Zacznijmy od dwóch kobiet wymienianych pewnie przez wszystkich zainteresowanych tematem silnych kobiet, które osiągnęły sukces: Sheryl Sandberg i Angela Merkel. Niezwykle cenię obydwie panie za osiągnięcie sukcesu w bardzo zmaskulinizowanym środowisku pracy. Myślę, że trudniej jest być girlboss wśród samych mężczyzn. Angela w swoich garsonkach trzyma w garści wszystkich męskich przywódców świata zachodniego. Sheryl, jak wiadomo, raportuje do Marka i współpracuje głównie z mężczyznami w zarządzie Facebooka. Imponujące jest dla mnie, że zarówno Sheryl jak i Angela zaczynały od niskiego kapitału społecznego. Angela była córką farmera, a obecna COO Facebooka, wychowała się w małym mieszkaniu na przedmieściach Nowego Jorku. Jej mama była nauczycielką francuskiego w college-u , a tata okulistą. Warto wspomnieć, że Sheryl w 2013 roku założyła fundację LeanIn, która ma pomóc kobietom w osiągnięciu swoich celów poprzez trzy obszary: komunikację, edukację i kręgi. Obie panie zdecydowanie są dla mnie girlboss XXI wieku.

Chciałabym teraz wspomnieć o dwóch kobietach, która są dla mnie niezwykłą inspiracją, ale są ikonami poprzednich stuleci. Oriana Fallaci, o której napisałam cały odrębny wpis, i Coco Chanel. Te dwie kobiety łączy niesamowita odwaga i chęć wybicia się ponad swoje ograniczenia. Oriana rozmawiała z najpotężniejszymi mężczyznami swoich czasów i bez mrugnięcia okiem poddawała ich krytyce. Potrafiła dostać się do każdego. Wyróżniała się niezwykłą determinacją i inteligencją. Dla mnie jest moim osobistym huraganem. Coco Chanel nie muszę przedstawiać. Projektantka, która uwolniła kobiety od gorsetów i osiągnęła gigantyczny sukces komercyjny. Jest ikoną mody, bizneswoman i typową badass.

Nowym rodzajem girlboss, który pojawił się niedawno dzięki internetowi są blogerki i vlogerki. Dziewczyny często zaczynają od kilku postów, które czytają tylko ich przyjaciele i rodzina, ale niektóre dzięki swojej ciężkiej pracy, kreatywności i determinacji zamieniają swoje platformy w najprawdziwsze biznesy. Blogerki stają się CEO, zatrudniają asystentów i utrzymują się ze swojej internetowej działalności. Polskimi girlboss są dla mnie przede wszystkim Magda (Radzka) i Asia (Styledigger, Lunaby). Dziewczyny mają kilkadziesią tysięcy czytelników i widzów. Tworzą wartościowe treści i są inspiracją dla wielu współczesnych kobiet. Z zagranicznych wirtualnych girlboss najbardziej cenię Estee Lalonde, Lily Pebbles, Alexandrę Pereirę i Lisę Eldridge. Dziewczyny mają swoje małe imperia. Wcześniej, gdy nie istniał Youtube czy WordPress, nie mieliśmy możliwości rozwinięcia takich biznesów.

Oprócz girlboss znanym wszystkim, mam też te swoje prywatne. Na pewno Zuza Wiślicka, założycielka Salonu Wisła, z  którą przeprowadziłam wywiad w lato. Zuza rzuciła stałą pracę i porwała się na założenie własnego biznesu nie wiedząc o tym nic. Teraz nie może się opędzić od stałych klientek i jest marką samą w sobie. W ramach inspiracji polecam naszą rozmowę. Wszystkie cechy girlboss ma też Paula Bruszewska. Paula jest prezesem fundacji Social Wolves, która organizuje jedną z największych kampanii dla młodych ludzi – Zwolnieni z Teorii. Paula śmiało wychodzi na scenę i przemawia przed 2 tysiącami osób. Zawsze jest idealnie przygotowana. Nie ma u niej miejsca na niedopracowaną prezentację czy yyyy pomiędzy wypowiedziami. W życiu nie widziałam Pauli, która miała jakąś wpadkę. Wiem, że jest to zasługa gigantycznej pracy nad własną tremą oraz wielokrotnymi próbami generalnymi przed samym wyjściem. Warto wspomnieć, że Paula założyła fundację z dwoma mężczyznami, ale to ona została prezesem!:) Trzecią moją prywatną girlboss jest moja mama. Po czterdziestce odnalazła pracę swoich marzeń w której jest niezastąpiona. Jako redaktor naczelna trzyma redakcję swojej gazety w garści. Moim zdaniem z rewelacyjnym skutkiem. Nakład gazety rośnie i staje się ulubionym tygodnikiem mieszkańców Piaseczna. Da się zrobić super karierę po czterdziestce? Da się!

Ufff, jeśli doczytaliście do tego akapitu to też jesteście moimi girl (boy) boss! Na koniec, jak zwykle, dodam, że za sukcesem każdej wymienionej kobiety kryje się ogrom ich pracy, determinacja, inteligencja i wiara w samą siebie.

Może autorytety są już jedną, staroświecką, nogą na pawlaczu, ale chcę wierzyć że nadal istnieją tylko pod inną nazwą!

A wy macie swoje girlboss? Jestem bardzo ciekawa!

Alicja

Komentarz

  1. […] Na tym wpisie kończę przygodę z #girlboss. Jeśli jeszcze ktoś nie przeczytał tej książki to zdecydowanie zachęcam! Nadchodzi zima i długie wieczory. Tym lepiej mieć następną książkę w kolejce do przeczytania! Moje dwa wpisy na temat #girlboss możecie znaleźć tutaj i tutaj. […]

Dodaj komentarz