Czy warto rzucić świetną pracę?

czy warto rzucić świetną pracę

Osoby, które mnie znają, wiedzą, że Piotrek jest mi bliską osobą. Uważam jednak, że jego doświadczenie w zmianie swojej kariery o 180 stopni może być świetną inspiracją dla wszystkich tych, którzy boją się wykonać ten pierwszy krok. Piotrek postanowił zmienić Londyn i świetną posadę w londyńskim City na Warszawę i coś własnego. Zobaczcie czy warto było! Mam nadzieję, że nasza rozmowa da Wam odwagę do walki o swoje marzenia!

Czym jest dla Ciebie praca marzeń?

Chciałbym umieć zwięźle odpowiedzieć na to pytanie, ale uważam, że w rzeczywistości odpowiedź jest nieco bardziej zawiła. Twój blog jest o tym, że chciałabyś dowiedzieć się co chcesz robić w życiu. Zaskoczeniem może być to, że jak zapytasz starsze od siebie osoby to one też nie do końca wiedzą co chcą robić. Mogą mieć rozwinięte kariery, ale to nie znaczy, że jest to ich praca marzeń. Tak właściwie to nie życzę nikomu, żeby znalazł pracę marzeń. Wydaje mi się, że to straszne spełnić marzenia i nie mieć już nic więcej do spełnienia. Wyobraź  sobie, że o czymś bardzo marzysz i udaje Ci się to osiągnąć. I koniec, i co dalej?

Czy chcesz przez to powiedzieć, że nie masz pracy marzeń?

Nie, wcale nie. Sądzę, że sprawa z pracą marzeń podobna jest do case’u szczęścia – koncept ten dobrze oddaje najbardziej znany zapis Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych mówiący o tym, że każdy ma prawo do życia, wolności oraz poszukiwania szczęścia. Nie do samego szczęścia, ale właśnie do jego poszukiwania i dążenia do bycia szczęśliwym. Warto dążyć do robienia tego co się kocha i może dzięki temu przez chwilę będzie się to robiło, ale to nie znaczy, że to będzie “praca marzeń”. Inna sprawa, że jeżeli nie wiemy do czego chcemy dążyć to warto przypomnieć sobie kim chcieliśmy być w dzieciństwie. Z wielu marzeń się wyrasta, ale często mamy w głowie zawody, które chcieliśmy wykonywać najdłużej. Ja najdłużej chciałem być pilotem i tak mi zostało. W Polsce jest ciężko zostać pilotem jeśli nie ma się wystarczająco dużo środków finansowych albo jeśli nie chce się służyć w wojsku. To jest dla mnie ta praca marzeń. Jeśli zdamy sobie sprawę z naszego małego marzenia, które jest nadal w nas to wyciągniemy z tego pomysłu naprawdę wartościowe informacje o sobie. W moim przypadku chciałem zostać pilotem ze względu na poczucie kontroli i sprawczości oraz świadomości, że mogę zapanować nad gigantyczną, skomplikowaną technologicznie maszyną. Ta wiedza o samym sobie pomogła mi później podjąć decyzję o rozpoczęciu kariery tradera.

Pracowałeś przez sześć lat jako trader w londyńskim City, czy to była twoja praca marzeń?

Tak, jak najbardziej. Uwielbiałem (niemal) każdą chwilę spędzoną na trading floorze. Fascynujące doświadczenie, niezwykli ludzie i wyzwania, o których nawet nie śniłem podczas studiów. Praca tradera łączyła wiele cech mojej pracy marzeń – pilota. Miałem poczucie sprawczości, kontroli, rozwiązywania skomplikowanych zadań. Rynek to też jest taka zaawansowana technologicznie maszyna i trzeba nauczyć się ją obsługiwać i kontrolować. Ten zawód łączy się z podejmowaniem ryzyka i adrenaliną co bardzo mi odpowiadało.

Czy mógłbyś opowiedzieć o swoich początkach w Londynie?

To jest bardzo długa historia i zaczyna się od bardzo ważnego wydarzenia, które sprawia, że człowiek jest w stanie osiągnąć rzeczy z pozoru niemożliwe. Tym wydarzeniem jest  – spróbować! Ja zacząłem pracować jako trader, ponieważ po prostu zaaplikowałem! Mój bank organizował nabór na staż absolwencki  i po prostu zaaplikowałem. 99% osób odpada właśnie na tym poziomie – obawiają się spróbować i po prostu nie aplikują, bo myślą, że przecież i tak się nie uda. Była to jedna z kilku, może nawet kilkunastu, moich aplikacji do londyńskich banków inwestycyjnych i z większości z nich dostałem odpowiedź odmowną. Wszędzie gdzie dostałem “rejecta” to aplikowałem do działu M&A (fuzji i przejęć), do którego nie do końca byłem przekonany, ale aplikowałem za namową znajomych. Z perspektywy czasu widzę, że był to błąd i szybko na rozmowach kwalifikacyjnych wychodziło na jaw, że nie jest to coś co chcę tak naprawdę robić. Z kolei podczas rekrutacji na pozycję tradera dostałem telefon od mojego przyszłego szefa już następnego dnia z pytaniem czy mógłbym zacząć od następnego poniedziałku. Jestem przekonany, że powinniśmy robić to co nas po prostu kręci. Kilka lat później, gdy już jako bardziej doświadczony trader przyjmowałem ludzi do zespołu to od razu mogłem zauważyć, kto się interesuje tradingiem i rynkami finansowymi, a kto przyszedł do banku dla pieniędzy i pewnego stylu życia. Łatwo wtedy podjąć decyzję o przyjęciu lub odrzuceniu danej aplikacji.

Dostałeś telefon od swojego przyszłego szefa z propozycją pracy od jutra i co zrobiłeś?

Zapytałem czy mogą poczekać pół roku, ponieważ miałem wtedy jeszcze jeden branżowy egzamin do zdania. Chciałem go spokojnie zaliczyć, poukładać swoje sprawy w Polsce i po prostu mieć trochę wolnego po studiach.

Myślę, że to jest ważne to co mówisz, że warto otwarcie mówić o naszych planach, celach i chociaż zaproponować rozwiązanie, które będzie nam pasowało, a nie przystawać na wszystkie warunki pracodawcy. Oczywiście w rozsądnych granicach, ale my też mamy coś do powiedzenia. Dla mnie jednak najbardziej przerażające jest to, że ja nie wiem jakie jest moje zawodowe marzenie.

Rozumiem, ale często jest tak, że mamy te marzenia i boimy się nimi podzielić z ludźmi dookoła nas bo wydają się one nam samym z jednej strony trywialne, a z drugiej nieosiągalne. Pamiętam bardzo dobrze pewną sytuację z mojego pierwszego, dłuższego pobytu na Wyspach. Na początku studiów wyjechałem dorobić do studenckiego budżetu. Pracowałem w fabryce w północnej Anglii jako kontroler jakości. Wielka hala pośrodku niczego, co chwilę ciężarówki dowożą kolejne tony warzyw, które następnie sortowane są przez fabryczne maszyny, które hałasują przy tym tak, że zagłuszają najgłośniejszy nawet krzyk. Ja biegam po tej fabryce z nożem i nakrajam warzywa, żeby sprawdzić czy są odpowiedniej jakości i sprawdzam jakieś dokumenty przewozowe. Obok mnie, otyły, starszy Anglik siedzi przy biurku i zapisuje wagę przejeżdżających co chwilę wózków widłowych z kolejną partią towaru. Ogólnie sytuacja trochę jak z Monty Pythone’a. Podczas jednej z rozmów zapytał mnie po co właściwie przyjechałem dorobić i na odpowiedź, że oszczędzam na kurs maklera w Polsce wybuchnął śmiechem mówiąc, że pewnie marzy mi się kariera w londyńskim City. Nie było to nic niemiłego, a raczej zwykłe żarty w pracy, ale dla tego gościa i mojej przełożonej, która usłyszała naszą rozmowę i dołączyła się do żartu, to było po prostu absurdalnie śmieszne, że Polak, który właśnie kroi jakąś cebulę, chce zostać traderem w City. Nawet dla mnie było to wtedy śmieszne, bo moje marzenia o pracy na rynku nie sięgały poza Warszawę, a co dopiero trading w londyńskim banku inwestycyjnym. Nie więcej jednak jak trzy lata później miałem jednak własne biurko na trading floorze w City.

Co Twoim zdaniem trzeba zrobić, jakie kroki podjąć, żeby właśnie po tych trzech latach zostać tym o kim się marzyło?

Pierwsza rzecz, to zrozumieć, że praca marzeń to na początku nie musi wcale być konkretny zawód, który chcielibyśmy wykonywać. Są ludzie, którzy bardziej lubią siedzieć w Excelu, a są ludzie, którzy wolą siedzieć na spotkaniach. Pomyśl o ogólnych czynnościach, które Cię interesują, a potem może się z tego wykluje konkretny zawód.

Kiedy pierwszy raz pomyślałeś o zmianie kariery i dlaczego?

Cały czas miałem gdzieś z tyłu głowy żeby zmienić karierę.

Pomimo tego, że to była praca Twoich marzeń?

To była częściowo praca moich marzeń. Tak jak wspominałem, uważam, że nasze marzenia ewoluują razem z nami. Zawsze chciałem też robić inne rzeczy, wszystkich przyjaciół i rodzinę miałem w Polsce. Londyn traktowałem tylko jako przystanek. Zawsze wiedziałem, że 30 urodziny chcę spędzić w Polsce.

Jak wyglądał moment, gdy powiedziałeś o swoich planach szefom i co zdecydowało o tym, że zrobiłeś to tego akurat dnia, a nie miesiąc później?

Już wcześniej miałem przemyślane kiedy mniej więcej złożyć rezygnację – w tym biznesie najlepiej dokonywać takich zmian po bonusach. Katalizatorem była jednak moja sytuacja prywatna i to, że moja narzeczona wróciła do Polski plus po prostu czułem, że jest to odpowiednia chwila aby odejść. Poszedłem, zakomunikowałem moje odejście i szef powiedział – nie. Zapytał się co może zrobić, żebym został. Zaproponowałem zupełnie szalone warunki i on się na nie zgodził. Z perspektywy czasu i rozmów ze znajomymi wiem, że jest to bardzo częste. Jeśli jesteśmy dobrzy w tym co robimy to ludzie nie chcą nas puścić i często godzą się na nasze warunki. Przy czym, uważam, że jeżeli podjęło się decyzję o odejściu to należy się jej trzymać. Warunki jakie postawiłem były przejściowe i opóźniły jedynie moje odejście z pracy o pół roku.

Co było najtrudniejsze dla Ciebie w podjęciu decyzji o rezygnacji?

Wiedziałem racjonalnie, ale i czułem, że jest to dobra decyzja, więc jej podjęcie nie było dla mnie zbyt trudnym krokiem.

Co poradziłbyś czytelnikom mojego bloga, którzy mają obiektywnie dobrą pracę, wysoką pensję, dużo benefitów, a chcą odejść i boją się podjąć tę decyzję? Czy warto rzucić świetną pracę?

Po pierwsze, powinni się zastanowić czy ich motywacja do odejścia jest pozytywna czy negatywna. Czy chcą gdzieś pójść, czy chcą od czegoś odejść. Jeżeli jest to negatywna motywacja i chcą odejść z pracy bo jej nie lubią to warto zastanowić się z czego to tak naprawdę wynika. Czy nie lubią ludzi, z którymi pracują lub może samego miejsca pracy? Może można zaadresować te kwestie bez drastycznych zmian w karierze – może wystarczy np. rozmowa z przełożonym czy zmiana działu, lub firmy wewnątrz branży. Odradzałbym rzucanie papierami tylko po to aby coś pokazać. Emocje nie są dobrym doradcą w takich momentach. Uważam, że swoje odejście z pracy należy mądrze zaplanować, zrobić to z klasą, bez skrajnych emocji, na pewno nie palić za sobą mostów. Jeśli jednak, Twoi czytelnicy mają pozytywną motywację do zmian, czyli chcą po prostu robić coś innego w życiu, to nie sądzę, aby moja rada była im potrzebna. Proponuję tylko, żeby zastanowili się kiedy jest najlepszy moment i upewnili się, że to co chcą robić jest tak dobre jak myślą, że jest.

Czy wiedziałeś co chcesz robić po odejściu z banku?

I tak i nie. Zawsze wiedziałem co chcę zrobić, więc miałem ogólny pomysł, w którym kierunku chciałbym się rozwijać. Nie przeszedłem jednak z firmy A do firmy B, ani nie założyłem od razu czegoś własnego. Uważam, że bardzo dobrze jest sobie zrobić przerwę, chwilę oddechu pomiędzy zajęciami. Wtedy możemy zastanowić się na spokojnie co tak naprawdę chcemy robić w niedalekiej przyszłości i odpowiednio się do tego przygotować. Ja również chciałem zrobić sobie taką przerwę i skupić się na rozwijaniu swojego hobby jakim jest latanie.

I co się wydarzyło gdy przyjechałeś do Warszawy?

Rozpakowałem się, zrobiłem sobie przerwę, ale po 2-3 tygodniach już mnie nosiło (śmiech). Skupiam się teraz na firmie, którą prowadzimy ze znajomymi. Zacząłem równolegle kurs na pilota i mam listę paru innych rzeczy, które mam nadzieję ruszyć w tym roku. Jest to bardzo ciekawe doświadczenie po korporacji, gdy okazuje się, że Twój czas zależy tylko od Ciebie i to co osiągniesz w ciągu dnia jest tylko Twoją decyzją.

Czy jesteś zadowolony z tego co teraz robisz? W jakim miejscu jest Twoja kariera?

Tak (śmiech). Warto było!

A gdybyś miał magiczną maszynę, która może przenieść Cię w czasie do przeszłości to czy podjąłbyś taką samą decyzję?

Tak, chociaż podszedłbym w bardziej zorganizowany sposób do czasu tuż po odejściu z banku. Myślę, że błędem było to, że nigdzie nie wyjechałem. Wiedziałem dokładnie gdzie i na ile, a jednak tego nie zrobiłem. W Twoim wywiadzie z Zuzą, opowiadała ona np. o swoim wyjeździe na Hawaje przed założeniem Salonu Wisła – z perspektywy czasu uważam, że taka przerwa to super pomysł.

Czy jest coś z poprzedniej pracy za czym tęsknisz?

Tak, wiele rzeczy! Praca w banku inwestycyjnym dawała mi nieosiągalną obecnie skalę. Jako trader dużego banku miałem dostęp do niemal nieograniczonych środków, którymi obracałem co dawało dużo adrenaliny. Brakuje mi wyspecjalizowanej stacji roboczej, dostępu do wielu informacji na temat rynku, transakcji, brokerów, tej prędkości jaka jest na rynku finansowym. Z drugiej strony jest tam wiele aspektów frustrujących szczególnie teraz gdy branża się zmienia i tego mi już nie brakuje. Do tego duży bank, jak każda duża firma, nieco tępi zęby i nie czułem już, abym się rozwijał.

Na koniec poprosiłabym Cię o wymienienie trzech obszarów, które ludzie powinni dokładnie przeanalizować jeśli chcą zmienić pracę.

Pierwsza rzecz to motywacja do zmiany. Dlaczego chcą dokonać zmiany. Czy jest to motywacja negatywna czy pozytywna i rozłożyć ją na czynniki pierwsze. Dla mnie pomocna jest biała kartka papieru i zapisywanie tych myśli. Spróbujmy być tutaj do bólu szczerzy z samym sobą.

Druga rzecz to sam kierunek zmian. Tak jak rozmawialiśmy to jest kwestia zobrazowania własnych marzeń i ich przeanalizowania. Czy chcą prawdziwej zmiany czy może wystarczy jedynie przerwa aby się zregenerować. Powinno się rozważyć każdą możliwość.

Trzecia rzecz to zastanowić się jak mądrze przeprowadzić samą zmianę. Na pewno odradzam palenie mostów za sobą. To nikomu nie pomoże, a chwilowe uczucie satysfakcji po prostu nie jest tego warte. Trzeba mieć plan, który się następnie krok po kroku realizuje. Jeżeli już podejmie się decyzję o zmianie to nie można się zatrzymywać!

To jest trochę jak w Alicji w Krainie Czarów, gdy Alicja zadaje pytanie kotu, w którą stronę ma pójść. Wszystko jej jedno gdzie dojdzie. Kot podsumowuje, że w takim razie również wszystko jedno, którą drogę wybierze. Jeżeli nie wiemy, dokąd chcemy dojść, nie ma znaczenia którą drogą pójdziemy. Nikt lepiej od nas nie będzie wiedział czego chcemy i o czym marzymy.

Komentarz

  1. […] Czy warto rzucić świetną pracę? […]

  2. […] Czy warto rzucić świetną pracę? […]

Dodaj komentarz