Sobremesa #1

sobremesa-2

Sobremesa to dla Hiszpanów czas wspólnie spędzony przy stole po rodzinnym obiedzie. Cała rodzina może wtedy spokojnie porozmawiać o tym co się u każdego wydarzyło w ostatnich tygodniach. Bardzo podoba mi się, że Hiszpanie mają specjalne określenie na tak istotny, moim zdaniem, sposób spędzenia czasu. Inspirując się sobremesą pomyślałam, że raz na jakiś czas będę się z Wami dzielić moimi doświadczeniami niezwiązanymi z główną tematyką bloga. Dzisiaj przy stole chciałabym Wam opowiedzieć o Warmii i Mazurach. Najedzeni? To zapraszam!

W połowie sierpnia wybraliśmy się na kilkudniową wycieczkę po Warmii i Mazurach. Niesamowite jak wiele ciekawych i pięknych miejsc jest położonych tak blisko siebie!

1

Nowe Kawkowo jest zdecydowanie najpiękniejszą wsią jaką widziałam w Polsce. Prowadzi do niego szeroka, klonowa aleja. Jadąc z Warszawy najpierw mijamy Stare Kawkowo, a potem wjeżdżamy do jego młodszej części. Jest wszystko czego oczekiwalibyśmy po prawdziwej polskiej wsi – jeden sklep spożywczy, strzelisty kościół i malwy rosnące przy płotach. Jednak Nowe Kawkowo jest niesamowitym miejscem głównie dzięki ludziom, którzy tam zamieszkali. To właśnie tam znajdziecie prawdziwe pole lawendy, zjecie wspólne śniadanie w Moniówce i obejrzycie przez okno wnętrze pracowni artystycznej z wielkimi obrazami. Wszystkie domy są niesamowicie dobrze utrzymane. Naprawdę jest tam przepięknie! Musicie koniecznie odwiedzić te strony jak będziecie na Warmii.

2

Po jednej nocy spędzonej w Moniówce i kawie wypitej na tarasie, spakowaliśmy się i pojechaliśmy do oddalonego o kilkanaście kilometrów Kwaśnego Jabłka, żeby spróbować lokalnego cydru. To miejsce jest zdecydowanie przeznaczone dla rodzin z dziećmi. Posiadłość składa się z trzech budynków, w tym wielkiej stodoły z całą przeszkloną ścianą. Kupiliśmy dwie butelki cydru i wyruszyliśmy w stronę Glendorii i Camp Spa zostawiając gromadę rozbawionych dzieci za sobą.

Camp Spa wraz z Glendorią jest miejscem zupełnie niesamowitym, ale i trochę nierealnym. W Glendorii zjedliśmy pyszną pizzę w restauracji, która mieściła się w przerobionej, wielkiej stodole. Jedliśmy obiad otoczeni książkami, wielkimi fotelami, kanapami i melodiami Diany Krall. Gdy poszliśmy zapłacić za nasz rachunek doświadczyliśmy prawdziwych, niewarszawskich, Mazur. Na zapleczu leciało disco polo z głośników Volkswagena Passata, a lokalsi świetnie bawili się przy piwku i papierosach. Jak zwykle jesteśmy podzieleni na pół. Mam wrażenie, że trochę próbujemy zwarszawizować Mazury, puszczając jazz, serwując eko jedzenie i przerabiając stajnie w loftowe wnętrza. W każdym razie to działa bo w Glendorii było mnóstwo ludzi. Mi bardzo się podobało – i w stodole z Dianą i na zapleczu:). Po obiedzie ruszyliśmy do Camp SPA. Jest to niezwykłe miejsce położone  w środku lasu. Można się tam naprawdę zrelaksować obserwując przyrodę i będą odciętym od całego świata! To było najlepsze SPA w jakim byłam. Pięknie!

3

Po wizycie w Glendorii pojechaliśmy do Olsztyna na koncert z cyklu Co Jest Grane. Niestety nie mam stamtąd żadnych zdjęć, a szkoda bo scena była położona nad samym jeziorem co stworzyło bardzo wakacyjną atmosferę. Cały obszar przy jeziorze jest pięknie odnowiony! Mnóstwo restauracji, pomostów, ławeczek. Musicie to po prostu zobaczyć!

Nasza wycieczka zakończyła się rejsem motorówką ze znajomymi po jeziorze Mikołajskim i wieczorem spędzonym w Porcie Stare Sady. Może rejs to za dużo powiedziane, ponieważ po 20 minutach pływania nasza motorówa nam się zepsuła i byliśmy holowani do najbliższej zatoki w Wierzbie. Uratował nas pan taksówkarz z Ruciane Nida. Był trochę szalony i jechał bardzo szybko, ale dowiózł nas do naszego noclegu z Wierzby, więc byliśmy uratowani!

Jeśli macie wolny weekend to zdecydowanie polecam wycieczkę na Warmię i Mazury! Okolice Kawkowa, Kwaśnego Jabłka, Pola Lawendowego czy Glendorii są przepiękne i mają niezwykle dużo do zaoferowania. Z takiej wycieczki wrócicie z koszem lawendy, butelkami cydru i najedzeni przepysznym jedzeniem. Jest jedna wada – ceny są kosmicznie wysokie. Za nocleg w większości miejsc zapłacicie minimum 270 złotych. Jedzenie w restauracjach czy cydr też nie należą do najtańszych. Ceny spokojnie dorównują zagranicznym wyjazdom.

Alicja

Dodaj komentarz