Jak założyć unikalny salon manicure? Rozmowa z Zuzą Wiślicką

zw2

Zuza jest idealną osobą do przeprowadzenia pierwszego wywiadu! Roześmiana, bardzo pomocna, od razu spodobał jej się pomysł na naszą rozmowę. Spotkałyśmy się w ogrodzie Zuzy w gorące popołudnie. Jedząc arbuza i pijąc lemoniadę opowiedziała mi jak założyć, inny niż wszystkie, salon manicure i dlaczego nie trzeba się bać nadchodzącej 30! Przeczytajcie, a sami zakochacie się w założycielce Salonu Wisła

Czy wiedziałaś co chcesz robić po studiach, kim jesteś, gdzie chcesz pracować?

Kompletnie tego nie wiedziałam! Skończyłam kulturoznawstwo po którym możesz robić wszystko i nic. Przeczytałam tysiąc mądrych książek, obejrzałam tysiąc mądrych filmów i nie wiedziałam co dalej chcę robić. Mogłam pracować jako dziennikarz, w agencji reklamowej, mogłam być copyrighterem, accountem, pracować w filmie, produkcji, mogłam pisać scenariusze, mogłam po prostu wszystko, a z drugiej strony nie masz żadnego podłoża, które cię predestynuje w jakąś stronę. Nie umiesz nic. Masz jedynie otwartą głowę i wiele pomysłów. Dlatego fajnie jest mieć zajawki, które cię pokierują w jakąś życiową stronę. Ci z nas, którzy jednocześnie studiując mieli jakieś powiązane ze studiami hobby wyszli na tym najlepiej.

Ja też mam takie poczucie, że po socjologii mogę być wszystkim i nikim. Dlatego mam taki duży problem z tym co chcę robić w życiu. Jak Ty się tego dowiedziałaś?

Najpierw poszłam na dwa lata do pracy w filmie i znalazłam się w rodzinnej, chociaż bardzo dużej firmie produkcyjnej. Zostałam od razu wrzucona na głęboką wodę. Otwierali nowy dział – PR. Potrzebowali osoby do pracy w tym właśnie dziale. Po kulturoznawstwie i bez wcześniejszego doświadczenia w produkcji i w ogóle w filmie nadawałam się do tego idealnie. Kompletnie tego nie chciałam, chciałam produkować filmy i być na planie. Nie miałam jednak żadnego doświadczenia, więc zostałam wrzucona do PR-u na zasadzie – trochę popracujesz i zobaczymy co będzie dalej. Na początku pracowałam po omacku, musiałam się wielu rzeczy nauczyć sama. To dawało mi jeszcze większą motywację do ciężkiej pracy. Najpierw działałam przy filmie Wałęsa, a potem byłam całkowicie odpowiedzialna za akcję PR-ową serialu Misja Afganistan dla Canal +.To był hardcore, wrzucono mnie na głęboką wodę. Dostałam projekt, nie miałam wyboru, musiałam to zrobić najlepiej jak potrafię.

I jak wyszło?

Dobrze wyszło, udało się zrobić wiele rzeczy: mieliśmy zajebistą okładkę w Maleman-ie i super wyprawy na poligony wojskowe (śmiech). Dużo mnie to nauczyło – radzenia sobie ze stresem oraz tego, że wszystko da się zrobić oraz nauczyć. Ale też tego, że chyba nie chcę tego robić.  Nie jestem w stanie prosić się. Moja praca na tym polegała i efekty mojej pracy nie były zależne ode mnie tylko od woli ludzi i ich interesu w tym. Ja lubię jak jest coś zależne ode mnie. Trzeba mieć bardzo silne dupsko w tej branży. Co innego jak od samego początku trafisz do produkcji. Jesteś ze wszystkimi na planie. Zaczynasz od podawania kawy i lecisz dalej. Bo gdybym od razu trafiła do produkcji, a nie PR-u, to pewnie przez dwa lata już tak bym się tego nauczyła, że bym tam została. W momencie gdy w końcu miałam szanse przejść do produkcji to poczułam, że ten PR tak wyssał ze mnie energię, że nie miałam siły już wchodzić w ten kocioł. Jest to mega hermetyczny światek, trzeba rozpychać się łokciami żeby iść do przodu. Umowy o dzieło są na porządku dziennym, trzeba mieć totalną zajawę na pracę, żeby chcieć pracować 24/7. Bo trochę tak to działa. Jeśli nie bierzesz projektu po projekcie to ktoś szybko wskoczy na twoje miejsce. Nie możesz sobie pozwolić na urlopy, tripy, przygody. Stwierdziłam, że szukam czegoś innego. Uzbierałam pieniądze przez te dwa lata i stwierdziłam, że muszę wyjechać w świat. Nie byłam na Erasmusie i czułam, że brakuje mi takiego doświadczenia. Koniecznie róbcie wszyscy Erasmusa! Apeluję! To był ostatni moment kiedy mogłam na dłużej wyjechać. Odeszłam stamtąd nie wiedząc zupełnie co dalej i wyjechałam sama na Hawaje na dwa miesiące.

Ile miałaś lat?

25 lat. Pojechałam na drugi koniec świata. Hawaje były moim marzeniem, dodatkowo chciałam nauczyć się surfować. Musiałam odkryć ten Tęczowy Stan, jak o nim mówią Amerykanie. Wspinałam się na dzikie wodospady, zwiedzałam wyspę zdezelowanym samochodem, jedynym z manualną skrzynią biegów jaki był dostępny w wypożyczalni. Dzięki temu był low budget (śmiech). Odkryłam, że takie eksplorowanie pięknych miejsc dużo lepiej wychodzi mi w grupie. Okazało się, że jestem „zwierzęciem stadnym” i czuję się szczęśliwsza jeśli doświadczeniem mogę się dzielić z innymi. Potem dojechał do mnie mój chłopak (teraz już mąż) i zrobiliśmy tripa po Stanach. Wystartowaliśmy z San Francisco i dojechaliśmy do Nowego Jorku po ponad 3 tygodniach. Wróciłam do Polski totalnie spłukana i nadal nie wiedziałam CO DALEJ. Miałam dużo małych pomysłów. Jednym z nich było założenie jedynego w swoim rodzaju salonu manicure. Zawsze interesowała mnie kultura popularna i co za tym idzie, byłam na bieżąco z trendami. Również tymi dziewczyńskimi (mimo bycia sportową chłopczycą zawsze miałam pomalowane paznokcie!). Znalazłam przypadkiem profil dziewczyn z Londynu, które nazywają się WAH Nails. To one zmieniły postrzeganie manicure z „tipsiarskiego” i klasycznego, na totalnie streetowy, nail art-owy, który teraz jest na topie. Dziewczyny były prekursorkami. Zaczęło się od kultury ulicznej i poszło dalej – na wybiegi mody, a nawet do galerii sztuki. Zupełnie świeże spojrzenie na malowanie paznokci. Uświadomiłam sobie, że tego nie ma w Polsce i że chcę coś takiego stworzyć. Od razu miałam w głowie, czym moja marka miałaby by być, jak salon miałby wyglądać. Zrobiłam research i wiedziałam, że nie ma takiego miejsca w Warszawie. Sama jako dziewczyna w trampkach nie lubiłam chodzić do sterylnych salonów SPA, czułam się tam fatalnie. Nie pasowałam do luksusów, ale też nie czułam się dobrze w osiedlowych salonach kosmetyczno-fryzjerskich. To musiało być miejsce, do którego będą chciały przychodzić takie dziewczyny jak ja. Miejsce bez zadęcia, z wyluzowanymi manikiurzystkami. Ładne wnętrza sprzyjające luźnej atmosferze. W międzyczasie powstały dwa miejsca nail art-owe, ale stwierdziłam, że i tak się tego podejmę bo zrobię to lepiej, a rynek jest duży i nadal nienasycony. Stwierdziłam, że jak nie teraz to nigdy.

zw3

Ok, wpadłaś na ten pomysł, zobaczyłaś, że nie ma takich miejsc w Warszawie i co dalej? Mogłabyś opowiedzieć krok po kroku jak założyć salon manicure?

Najpierw zaczynasz się zastanawiać jak się robi własny biznes. Nigdzie nas tego nie uczą. Podejrzewam, że nawet na studiach ekonomicznych nie masz recepty na otwieranie własnej firmy. Więc wpisujesz wszystko w Google, pytasz się rodziców. Oni mówią, że trzeba iść do urzędu i założyć działalność. Na początku nawet nie wiesz co to jest ta własna działalność (śmiech). W Google dowiadujesz się, że są różne działalności i gdzie je założyć.

Warto poszukać dofinansowania. Trzeba dobrze wypełnić wnioski i trafić na dobry czas. Jeśli chcesz zdobyć dotacje z Urzędu Pracy to musisz się zarejestrować jako bezrobotna. Ja to zrobiłam, ale niestety nie dostałam dotacji, ponieważ budżet na dany rok już został rozdysponowany, a na następną pulę dotacji trzeba było długo czekać. Ja chciałam dużo szybciej otworzyć salon. Warto jednak przyjrzeć się dofinansowaniom, ponieważ na nowy biznes dają nawet do kilkudziesięciu tysięcy na rozwój.

Wracając do dalszych kroków zakładania działalności to okazało się, że jest to bardzo proste. Wszystko jest wytłumaczone w internecie.

Pod swoją działalność możesz podpiąć wiele kodów PKD (czyli możesz prowadzić w ramach swojej działalności jednocześnie salon fryzjerski ale też oferować usługi jako grafik), daje to tobie większą elastyczność na rynku pracy. Działalność możesz w każdej chwili poszerzyć o dodatkowe kody. Dzięki temu nie jesteś ograniczona tylko do jednej specjalizacji. Warto to robić i w ogóle się nie ograniczać.

Po założeniu działalności wynajęłam na Powiślu lokal, który był do totalnego remontu.

Szukałaś go po prostu na portalach z nieruchomościami do wynajęcia?

Później tak, najpierw szukałam na ZGN-ach (Zakład Gospodarki Nieruchomościami). Są tam listy lokali należących do miasta. Warto tam szukać lokali na swoją działalność, bo można znaleźć naprawdę fajny kąsek, za okazyjne pieniądze. Musisz wziąć udział w konkursie w którym przedstawiasz swój pomysł na biznes i składasz ofertę.

Każdy urząd dzielnicy ma zakładkę o ZGN, gdzie znajdziesz wszystkie potrzebne informacje. Ja niestety nie miałam na to czasu, więc po prostu znalazłam na Gumtree lokal na Powiślu. Na rozmowę poszłam z mamą, żeby pomogła mi negocjować cenę. Nigdy wcześniej tego nie robiłam dlatego wolałam mieć wsparcie. Wynajęłam lokal i musiałam zacząć od generalnego remontu. I tu wchodzi kwestia pieniędzy. Warto mieć zaoszczędzone pieniądze na start i zastanowić się czy nie możemy zacząć od czegoś tańszego, niż od razu otwieranie lokalu. Jeśli chcesz coś sprzedawać (a nie robić w usługach) to warto zacząć np. od założenia sklepu internetowego, i zobaczyć jak nasz produkt się sprzedaje. Zawsze lepiej zacząć od tańszej wersji w razie gdyby jednak się nie powiodło.

Ważne jest również, żeby się za długo nie zastanawiać jak się ma pomysł. Trzeba go wdrożyć jak najszybciej. Nie można myśleć, że już wszystko zostało wymyślone! Najczęściej będzie tak, że ktoś już na nasz pomysł wpadł wcześniej. Niech cię to nie blokuje bo zawsze możesz zrobić to lepiej niż inni.

Trzeba o tym pamiętać i się nie zrażać. Przed Googlem ktoś już wymyślił wyszukiwarkę. Nawet jeśli robisz dziesiąte miejsce z hamburgerami, ale wiesz, że to jest ta specjalna ulica, gdzie ten hamburger się sprzeda i robisz tego hamburgera genialnie, to go rób! Ja od początku wiedziałam jak ma wyglądać Salon Wisła, jego logo, wystrój etc. Wiedziałam dokładnie jakie miejsce chcę stworzyć. Dlatego konkurencja mnie nie odstraszała.

zw4

A jak znalazłaś dziewczyny z którymi pracujesz?

Przez zupełny przypadek. Nie miałam żadnych kontaktów w tym biznesie. Powiedziałam znajomym o moim pomyśle założenia salonu i koleżanka podała mi kontakt do Kasi, która jest manicurzystką. Nail art był kwintesencją mojego pomysłu, więc od razu zaczęła się uczyć robienia wzorków na paznokciach i tak to się wszystko zaczęło. Kasia jest dzisiaj managerką Salonu Wisła. Jest moją prawą ręką. Najpierw byłyśmy we trzy, a potem zaczęłam po prostu rekrutować na Gumtree, na OLX. Dziewczyny wysyłają CV i wybierasz te, które Ci pasują. Przeprowadzasz rozmowy, bo często okazuje się, że CV nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Zatrudniam na okres próbny. Dziewczyny muszą być zdolne, ale też pracowite i przed wszystkim fajne – laski, które pracują ze sobą „24/7” muszą się dobrze dogadywać. W moim przypadku zatrudniłam też dużo dziewczyn, które były dopiero po kursach, mało umiały, ale wiedziałam że mają talent i szybko się wszystkiego nauczą. I tak też się działo. Myślę, że warto dawać szansę początkującym, każdy musi od czegoś zacząć. Teraz na przykład mamy w salonie cudowną Ewę, która od miesiąca jest u nas na stażu. Jest po anglistyce ale wkręciła się w paznokcie i nail art. Ma super potencjał, dlatego ją szkolimy. Mam nadzieję, że zostanie z nami na dłużej. Pracują z nami w tej chwili też Magda – super zdolna dziewczyna, która studiuje jednocześnie marketing, Natalia, która wskoczyła na głęboką wodę i zaczęła u nas pracę tuż po kursach. Po roku jej umiejętności urosły o 300%. Od miesiąca zatrudniam Paulinę, która wcześniej była menadżerką sklepu z zajawkowymi ubraniami dla dziewczyn ale wolała robić nail art. J Nie jest łatwo pracować z samymi kobietami – wiadomo, huśtawki nastrojów itp. Ale z drugiej strony wzajemne wsparcie i tzw. Girl Power to u nas codzienność. Ja staram się być wyrozumiała i komunikować na każdym poziomie. Myślę, że w takiej pracy komunikacja z pracownikiem to podstawa. Te dziewczyny, które bały się rozmawiać ze mną wprost odeszły od nas. Myślę, że kwestią były oczekiwania, które nie zostały wypowiedziane. A ja lubię słuchać i zawsze znajduje rozwiązania w trudnych sytuacjach. Staram się być taką szefową, jaką sama chciałabym mieć.

zw6

Jakie były najtrudniejsze i najlepsze momenty tworzenia własnego biznesu?

Zawsze pieniądze są najtrudniejszą kwestią. Na przykład twoja marka jest świetna, ale może to nie iść razem z kasą. Wiesz, że zrobiłaś coś wielkiego i ludzie o tym mówią i to kojarzą, ale nie jest to rentowny biznes. To jest następny krok, który mnie czeka – pomyśleć nad rozwinięciem tego biznesu. Ciężko żyć z jednego, małego salonu. Zrobiłam super markę, zrobiłam coś naprawdę dużego i mimo telewizji śniadaniowych i gazet muszę pomyśleć o kwestii stricte biznesowej i o rozwoju. Przychodzi taki czas kiedy trzeba podliczyć kasę i teraz ten czas właśnie nadszedł. Jeśli chodzi o najlepsze momenty to np. jest wtedy, gdy klientki do ciebie wracają, polecają sobie nawzajem twój Salon i są zadowolone z naszych usług. Ostatnio przyszła do nas na pazurki dyrektor programowa z TVN. Przyszła z polecenia swoich koleżanek. Powiedziała, że chciałaby zrobić o nas reportaż jako o unikatowym miejscu, które skupia niesamowite osoby i ma niepowtarzalny klimat. Wtedy właśnie poczułam dumę, bo nagle widzisz, że to miejsce stało się dokładnie takim jakim chciałaś je stworzyć. Czuję, że się udało, ale wiem też, że nie mogę się zatrzymać tylko muszę iść dalej.

Jak jest z Twoim rytmem dnia? Kiedy jesteś w pracy, a kiedy nie?

Żeby pracować samemu dla siebie trzeba być bardzo dobrze zorganizowaną osobą, z dużą motywacją. Jak wszystko idzie dobrze to można się z łatwością rozleniwić, a prawda jest taka, że nigdy nie jest tak dobrze, że nie może być lepiej! Trzeba być bardzo kategorycznym wobec siebie i mieć czas na planowanie strategii swojego biznesu. Pilnować, żeby czas nie przelatywał przez palce. Prawda jest taka, że cały czas się jest w pracy, trzeba być non stop pod telefonem i online – Instagram, Facebook.

zw5

Na zakończenie chciałabym Cię zapytać czy masz jakąś radę dla ludzi takich jak ja, którzy są przed trzydziestką, nie wiedzą co chcą robić w życiu i się tym stresują?

Przede wszystkim nie przejmować się tym. Mi trzydziestka stuknie w przyszłym roku, wyszłam za mąż, jestem w ciąży, ale dwa lata temu w życiu bym tego nie przewidziała. Nie mam takiej złotej recepty, bo czasami sobie myślę, że ja mam TYLKO salon, a moi znajomi zrobili wielką karierę w korporacjach i są senior-senior-senior managerami. Wiem, że stworzyłam fajną rzecz, ale jeszcze wiele przede mną.  Nie ma co się załamywać tylko cisnąć dalej! Moi rodzice mi ciągle powtarzają, że trzydziestka nie jest czymś co powinno nas ograniczać. Jakbym chciała to mogłabym być jeszcze kim chcę. To nie jest tak, że jesteś już tak stara, że nie przyjmą Cię do pracy lub nie możesz się przebranżowić. Wszystko możesz!

Mam wrażenie, że media dookoła wywołują w nas taką presję, że już powinniśmy, przed trzydziestką, wiedzieć kim jesteśmy i czego chcemy. A ja na przykład nie wiem tego jeszcze.

Słuchaj, jedyne co wiem w tym miejscu w którym teraz jestem to to, że wiele rzeczy potrafię ale też, że jeszcze tyyyle przede mną. Trzeba być odważnym i nie myśleć, że trzydziestka jest czymś co cię ogranicza, bo moim zdaniem zupełnie tak nie jest! To dopiero początek!

***

Myślę, że rady Zuzy jak założyć własny biznes są super użyteczne dlatego wszystkie zebrałam w jednym miejscu:

jakzalozycsalonmanicure

Jeśli uważasz, że o czymś zapomniałyśmy – napisz!

A i nie przejmuj się jeśli nie masz jeszcze pomysłu co ze sobą zrobić – przyjdzie na to czas!:)

Alicja

 

Komentarz

  1. […] Osoby, które nie lubią bardziej osobistych wpisów, z przyjemnością od razu przekieruję do przeczytania mojego posta o Linkedin lub o tym jak założyć salon manicure!:) […]

  2. […] nie wyjechałem. Wiedziałem dokładnie gdzie i na ile, a jednak tego nie zrobiłem. W Twoim wywiadzie z Zuzą, opowiadała ona np. o swoim wyjeździe na Hawaje przed założeniem Salonu Wisła – z […]

  3. […] mam też te swoje prywatne. Na pewno Zuza Wiślicka, założycielka Salonu Wisła, z  którą przeprowadziłam wywiad w lato. Zuza rzuciła stałą pracę i porwała się na założenie własnego biznesu nie wiedząc o tym […]

  4. […] Jak założyć unikalny salon manicure? Rozmowa z Zuzą Wiślicką […]

Dodaj komentarz