Jest pani zbyt korporacyjna

zbytkorpo2

Powyższe stwierdzenie usłyszałam przy odrzuceniu mojej kandydatury na jedno ze stanowisk w polskiej firmie kosmetycznej dr Irena Eris. Szok. Ja? Korporacyjna? Co prawda pracuję od prawie trzech lat w jednej z największych korporacji na świecie, ale zawsze uważałam siebie za ten wyjątek. Nie uczestniczę przecież w wyścigu szczurów, mam życie poza pracą (i to całkiem ciekawe), przyjaciół, kota i praca absolutnie nie jest sensem mojego życia. A tu nagle przychodzi pani z innej dużej firmy i zarzuca to co mi się śni w najgorszych koszmarach – że jestem korposzczurem.

Gdy emocje opadły, a oburzenie minęło zaczęłam zastanawiać się co tak naprawdę oznacza być korporacyjną. Podczas rozmowy kwalifikacyjnej nie używałam wtrąceń po angielsku, nie dominowałam rozmówczyni, nie krytykowałam moich kolegów z pracy, szefów i samej kultury organizacji. Starałam się być empatyczna, miła i błyskotliwa (ze słabym efektem jak już wiemy:)). Moi przyjaciele i rodzina uspokoili mnie, że wszystko można o mnie powiedzieć tylko nie to, że jestem korporacyjna. No to uff. Korposzczur już mi nie grozi.

Dwa tygodnie później byłam w szpitalu, chirurg zapytał mnie gdzie pracuję. Odpowiedziałam, z lekkim westchnięciem, że w wielkiej korpo na co on stwierdził: to widać. Szczur znów pojawił mi się przed oczami. Gdy zapytałam dlaczego tak sądzi, skwitował, że idę przez życie jak żyleta. Do dzisiaj nie wiem jak po 15 minutach zdejmowaniu szwów można tak szybko ocenić człowieka, ale tak właśnie było.

Tym razem nie mogłam przestać myśleć o tej całej korporacyjności. Kiedy stajemy się korporacyjni? Co to tak naprawdę znaczy? Czy to jest złe?

Po rozmowach z moimi znajomymi z pracy i wszystkimi innymi bliskimi mi osobami doszłam do kilku wniosków:

  1. Korporacyjność to zestaw wielu cech

Mam wrażenie, że powszechnie przyjęło się korporacyjność jako negatywną cechę. Pracownicy wielkich firm postrzegani są jako bardzo roszczeniowi (pokolenie XYZ), wywyższający się i bufonowaci. Mają mnóstwo pieniędzy, ale brak czasu żeby je wydać. Uważam jednak, że korporacyjność to zestaw również pozytywnych cech. Korposzczury są najczęściej pracowici. Siedzą długie godziny w biurze nie tylko dlatego, że nie mają życia prywatnego tylko czują się zazwyczaj (ok – nie zawsze) odpowiedzialni za swoje projekty. Białe kołnierzyki są również pewni siebie. Prawda jest taka, że w wielkich firmach pracuje kilkaset czy kilka tysięcy osób. Jeśli się nie wybijesz to nie zaistniejesz. Myślę, że jesteśmy (my korposzczury) inteligentni i staramy się osiągnąć zamierzony cel. Koniec końców nie dostaniemy podwyżki jeśli nie wymyślimy jakiejś innowacji (innowacja to bardzo korposzczurze słowo!).

  1. Często nie zdajemy sobie sprawy z naszej zmiany

Może dołączyłam do firmy już z danymi cechami i korporacja je tylko wyostrzyła? Może jednak wytworzyła u mnie zupełnie nowe nawyki? Nie wiem kiedy stałam się korporacyjna. Może zawsze taka byłam tylko nie zdawałam sobie z tego sprawy? Gdyby nie rekrutacja do dr Ireny Eris czy chirurg, byłabym święcie przekonana, że wszyscy dookoła pewnie są korporacyjni, ale ja na pewno nie. Trudno mi samej zauważyć kiedy stałam się korposzczurem. Myślę, że jest to proces, który dokonywał się bardzo powoli, każdego dnia, z każdym nowym projektem, porażką czy sukcesem.

  1. Korporacyjność nie zamyka drogi do innego stylu życia

Ile czytaliście historii o osobach, które zostawiły korporacje dla domku w Bieszczadach? Albo które założyły własny biznes? Korporacja może bardzo frustrować (oj może!), ale uczy nas wielu umiejętności. Jesteśmy również wystawieni na permanentną informację zwrotną. Dzięki temu wiemy w czym jesteśmy bardzo dobrzy i bardzo źli. Z taką wiedzą łatwiej ruszyć dalej. Mój kolega z pracy odszedł, aby założyć swój własny biznes, tfu, nawet trzy biznesy naraz! Ma zamiar dystrybuować ekologiczne sery, sprowadzać bibeloty z Chin i być projektantem lamp. Można? Można! Jeśli będę miała dosyć owczego pędu to wyprowadzę się na wieś i będę rozwiązywała krzyżówki.

  1. Nie bójmy się swojej korporacyjności

Ma ona swoje dobre i złe strony. Wiadomo. Jak wszystko. Spróbujmy ograniczyć szkody i wyciągnąć jak najwięcej dla siebie. Korporacja korzysta z nas to i my skorzystajmy z niej. Poznajmy siebie lepiej, wystawmy swoje nerwy na próbę przy ocenie rocznej. Sprawdźmy nasze umiejętności w stresujących sytuacjach, przy zarządzaniu ludźmi, w byciu zarządzanym. Jeśli wielka firma to nie nasza droga, to przynajmniej będziemy mądrzejsi o to doświadczenie.

Ja nie powiedziałam swojego ostatniego słowa, myślę, że korporacja to nie do końca moja bajka i szukam dalej:).

A wy jak rozumiecie korporacyjność? Boicie się jej? Jesteście z niej dumni? Uważacie to za swój przywilej czy zmorę? Dawajcie znać! Jestem bardzo ciekawa Waszych doświadczeń!

Alicja

 

 

Komentarz

  1. Bardzo jest to dobry tekst. Jestem byłym korposzczurem, zawsze pracowałam dla największych a przez ostatnie 2 lata w 2 małych, ale dobrze działających polskich firmach. Od stycznia prowadzę swoją – Mam Relaks. Wszystko czego nauczyłam się w korpie bardzo mi się przydało i ułatwiło prowadzenie swojego biznesu. Jest to prawda, że praca w dużych firmach często wypiera z empatii, jednak wszystko zależy od nas.

    1. Latwo bylo Tobie podjac decyzje o zmianie pracy? Trzymam kciuki za Mam Relaks i mam nadzieje ze nie tesknisz do korpo!:) dzieki za przemily komentarz. Alicja

  2. […] napiszę bo to było bardzo ciekawe doświadczenie. Historię z dr Ireną Eris już znacie z wpisu Jest Pani zbyt korporacyjna, ale warto było […]

  3. […] Jest pani zbyt korporacyjna […]

Dodaj komentarz